Jak powszechnie wiadomo kobiety marzą o najmodniejszych ciuszkach, płaskim brzuchu bez wyrzeczeń, robocie kuchennym i największym debecie na karcie męża, który codziennie wykorzystywać będą w innym sklepie na zakupy.
Mężczyźni jako przedstawiciele płci mniej skomplikowanej zadowolą się samochodem, grami telewizyjnymi i innymi cudami technologii.
Czyli generalnie rzecz ujmując każdy facet, bez względu na to jaką ma datę urodzenia w dowodzie tożsamości
marzy o Transformers`ach. A najlepiej o tym swoim - często pewnie zupełnie podświadomie.
O robotach potrafiących transformować się w różnego rodzaju pojazdy, każdy słyszał już chyba w dzieciństwie?
Ja jako młody chłopiec wolałem oglądać Żółwie ninja, albo Spier-man`a, niż przybyszów z Cybertronu, jednak zabawkowe roboty…
To był czad!!
W roku 2007 kiedy żar, kultu Transformers`ów tlił się ostatnimi węgielkami, niejaki Michael Bay przy pomocy 150 milionów dolarów, wykrzesał z tych „węglików” jeszcze spory ogień.
Film „the Transformers” okazał się dziełem na miarę Spielberga. A nawet więcej…
uratował mnie przed kolejną godziną rozmów o niczym, z niezbyt… z blondynką.
Jeśli macie, nieudaną randkę idźcie na transformers`ów – przynajmniej zobaczycie dobry film ^^
„Transformers: the movie” zgromadził takie rzesze fanów na całym świecie, że szybko stworzono gre… Zbyt szybko.

Każdy kto widział film, zna też fabułę gry więc tą kwestie skrócę do wypłaty, czyli minimum socjalnego.
Na odległej planecie Cybertron trwa wieloletnia wojna o kontrolę nad mini-conami maleńkimi robotami, które w momencie połączenia ze swymi większymi braćmi dodają im olbrzymiej mocy.
Kilkunastu mini-conom udało się uciec z planety targanej wojną, aby po milionie lat znaleźć się przez przypadek, na Ziemi.
Odebrawszy sygnał o ich ucieczce, Autoboty(dobre) i Decepticony(złe) wyruszają w kierunku naszej Planety wierząc, że małe roboty mogą przesądzić o losach wojny...

Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy po umieszczeniu płytki w napędzie to dwie strony licencji i zachęcające intro.
Do wyboru mamy dwie kampanie. W jednej wcielimy się w Atoboty, w drugiej w Decepticony.
Obie kampanie mają zupełnie inne misje i to jest jedna z niewielu zalet tej produkcji.
Załóżmy, że opowiemy się po stronie dobra. Grę zaczynami w miasteczku i…
no właśnie kolejny plus.
Nie musimy wykonywać żadnych misji. Możemy po prostu pojeździć sobie robo-autkiem po mieście.
Lub jako wielki blaszany olbrzym wdrapywać się na wieżowce, lub rzucać samochodami…
Niestety… 8letni chłopczyk znudził się tym po ok. 10min.
Wykonywanie misji, jest nie mniej nudne. Gra ma cała masę niedociągnięć i nawet największym fanom auto-robotów szybko się znudzi.

Grafika pozostawia wiele do życzenia. Ktoś powie, że się czepiam, ale moim zdaniem to jest bez mała poziom jaki można uzyskać na PS2 lub PSP.
Jedynie modele samych robotów prezentują się w jakiś sensowny sposób.
Fizyka gry… Jako śliczne Camaro, rozpędzamy się do niewyobrażalnych prędkości i wtedy możemy jedynie jechać prosto.
Rozpędzona osobówka „wbija się” w czołg, który odlatuje na 5m. w górę i ląduje gąsienicami do słońca.
Tak samo reagują inne przeszkody…
Jedynie przemiana w robota daje krótkotrwałą frajdę. Asfalt rozlatuje się na wszystkie strony, kiedy robot wbija w niego paluchy – jak w filmie.
Rzucanie samochodami, latarniami, innymi przedmiotami lub po prostu ostrzał rozsypią całą scianę bloku, to jest bardzo fajne!!
Ale na tym koniec fajnych rzeczy w grze.
Dźwięki są całkiem przyzwoite, ale cała reszta to czysta farsa.

Grając w tą grę mam dziwne i nieodparte wrażenie, że dostałem coś robionego w pospiechu i „na chama”.
Że wydano grę na szybko, dopóki szał Transformers`ów jeszcze nie ucichł.
I ludzie zanim zauważą jaki „bubel” kupili dołożą pokaźną sumkę do 700 milionów dolarów, jakie zarobił film…
Ale czy to moralne wydawać takie gnioty?? Pozostawię to pytanie wszystkim byłym i przyszłym graczom.
Chociaż w mojej skromnej ocenie, najlepsza w całej grze jest…
okładka.

-VDA-